Ekskluzywnie i… słabo(?!) czyli Salto Warszawa

Salto jest ekskluzywną restauracją, moim zdaniem z ceną nieadekwatną do jakości. Nikomu nie odradzam, ale zachęcam się do zastanowienia jeśli do wyboru macie też inne miejsca!

Ładna sukienka, szpilki, taksówka.  Wieczór zapowiadał się wspaniale.

Salto wygląda niepozornie. Widać jakość wykończenia, ale też wnętrze nie wygląda nadzwyczajnie. Dobrze. I tyle. Ale budzi nadzieję. Mimo kuszącej opcji menu degustacyjnego, decydujemy się na dania z karty.

W międzyczasie na stół trafiają chipsy jabłkowe, mus jabłkowy i puder. Jestem zaskoczona. Wygląda to… kiczowato. Ale jest smacznie.

Na stole pojawia się pieczywo- argentyńskie kółko, focaccia, bułka z orzechami. Z masełkiem w skorupce z masła kakaowego z dodatkiem sepii i oliwa. Masełko robi furorę.

Docierają nasze przystawki. Ślimaki są idealne. Pyszne. Cudowne. Podane z soczewicą. Moje ceviche bardzo dobrze. Niestandardowe, ale bardzo przyjemne połączenie z rzodkiewką.

Z ciekawością czekamy na dania główne popijając Vette San Leonardo. Delikatnie uderza nam do głowy.

Sorrentinos z przegrzebkami i małżami jest cudowne. Ravioli z mozzarellą i ricottą jest dla mnie świetnym połączeniem. Do tego przegrzebki, małże.  Jesteśmy zachwyceni.

Maciek powoli je gruppera. Mówi, że delikatne mięso i pyta mnie, czy to normalne, że jest niedosmażony. Hmmm… Zwracam uwagę kelnera. Mówi, że sprawdzi. I po kilku minutach przynosi bardziej usmażonego. Ryba traci na smaku, jest teraz zwykła. Może i tapioka to miły dodatek. Ale nic niezwykłego nie widać.  Oprócz zachowania kelnera, który ani razu nie powiedział przepraszam. Przyniósł i powiedział ‘teraz już powinno być ok‘.

nieszczęsny grupper, który jest tak strasznie trudną rybą, że kucharz się nie wstydzi go podać niezrobionego…

Nastroje nam się trochę zniszczyły. Jest niesmak. Ale ratuję się deserem.  Za sugestią kelnera zamawiam Adicto al Pistacho. I okazuje się to fudgem czekoladowym, lodami pistacjowymi i kawałkiem czekoladowego wafelka. Nie jestem uratowana. Teraz już zupełnie się nie zachwycam.  Teraz się już dziwię. A tyle dobrego słyszałam o Salto!

W międzyczasie podchodzi do nas kucharz (podchodzi do wszystkich, więc nic specjalnego). On też nie przeprasza. Mówi że grupper to trudna ryba. JAK NIE UMIESZ JEJ ROBIĆ TO NIE PODAWAJ, kurna. Co to za głupie tłumaczenie…

Po tej knajpie spodziewałam się dużo więcej. Wszędzie jest niedosyt. I obsługa- niby perfekcyjna, a jednak nie. I jedzenie- niby świetnie, a jednak nie.

Dawno się tak nie rozczarowałam.

To nie jest tak, że tu jest źle.  To po prostu nie jest jakość adekwatna do ceny. Zazwyczaj wychodząc z takich restauracji myślę, że ‘wooow ale cudowne’. A teraz to jestem zła, bo to po prostu nie powinno tyle kosztować.  I maniery poprawcie, Panowie.

SALTO

Wilcza 73

Warszawa

Share Post
Inline
Inline