Praskie odkrycie: Konsulat Prättigau

Najtrudniej mi się pisze o najlepszych miejscach. Mam wrażenie że moje opisy są wtedy banalne, zwykle. A powinny krzyczeć wyjątkowością.

Gdy usłyszałam o Konsulacie to wiedziałam, że prędzej czy później tam wstąpię. To miejsce brzmiało jak warte odkrycia.

I takie było.

Na początku, gdy kelner (i raczej też właściciel) zaproponował pomoc przy wyborze dań i biła od niego pewność co do jakości serwowanych dań, trochę obawiałam się przerostu formy nad treścią.

Nie było.

Fantastyczny stosunek ceny do jakości. Świetna obsługa. I zwykłe, niezwykłe dania.

Zamówiliśmy po daniu na głowę i napoje. I to nam wystarczyło.

Risotto z boczniakami było cudowne.  Delikatne, rozplywajace się, a do tego boczniaki mocno oprószone pieprzem. Delikatny smak z ciekawym i mocniejszym. Fenomenalne połączenie.  Ale wiadomo, boczniaki dobre są że wszystkim:)

Pan M wziął steka.  Fillet Mignon był strzałem w dziesiątkę.  Podany z ratatouille i gratin. Szczerze, to spodziewałam się jednej trzeciej mięsa.  No może połowę.  Pyszne i olbrzymia porcja.

Zamówiliśmy również kompot. Zrobiony dla nas, od razu po zamówieniu, pojawił się jeszcze gorący.  Pyszny, aromatyczny, z mnóstwem owoców.

To jest jedno z niewielu miejsc, gdzie żałuję że nie miałam pieniędzy na napiwek. Zapłaciliśmy kartą, a potem zauważyliśmy że nie mamy gotówki. I naprawdę żałuję. To jedzenie spokojnie mogłoby być droższe.  Chcę i będę tam wracać!

Ach, i wnętrze! Części samolotu, niezwykły gust. Ciekawie.

Jedynie słaba wentylacja była wadą. No ale to raczej standard przy otwartej kuchni.

BARDZO polecam!

Konsulat Prättigau

Nieporęcka 6

Warszawa

Share Post