Xinaliq- (nie)zwykła kaukaska wioska

Jadąc tutaj nie wiedziałam czego się spodziewać, ot, wieś, góry, biedni ludzie, inna kultura. Ale byłam podekscytowana, jak zawsze przy wyjazdach w nieznane miejsca. Nastawiałam się by poznawać kraj, ludzi, przyrodę i przeżyć piękną przygodę. Rzeczywistość okazała się niezwykła, było niesamowicie.

MOJA OPOWIEŚĆ

Trudna droga, dzięki nawigacji doprowadziła nas do Xinaliq jeszcze przed zmierzchem, ale jeszcze nie do celu. Teraz trzeba znaleźć nocleg. Jadąc główną ulicą (to nadużycie), zatrzymaliśmy się widząc chłopaka z dwójką dzieciaków. Pokazałam mu karteczkę z prośbą o nocleg w języku azerskim ( byliśmy przygotowani). Dzieci wsiadły do naszego samochodu i nas pokierowały. Na migi, oczywiście. Nikt nie zna angielskiego, a my nie znamy ani azerskiego ani ichniejszego (bo w ichniejszym mówi jakieś 1500 ludzi na świecie).

Wysiedliśmy w innym miejscu, więc znów wyciągam karteczkę. I jest nasz przyszły gospodarz. Okazuje się, że nie na wszystkie tematy będziemy mogli sobie porozmawiać, ale by dogadać się, ile pieniędzy zapłacimy za nocleg, nie ma problemu 😀 wyciąga telefon i szybko zapisuje ile. Doświadczony!

I teraz już z nim wsiadamy do samochodu i jedziemy troszkę dalej. Zostawiamy samochód, a on prowadzi nas do swojego domu.  Dom z zewnątrz właściwie nie przypomina naszych domów.

 

Wewnątrz jest bardzo kolorowo- zupełnie inaczej niż na zewnątrz. Pijemy herbatę (pyszną z ziołami), jemy kolację (kotlety z barana lub kozy- w końcu nie udało nam się dowiedzieć, padały dwie nazwy). Dużo ‘rozmawiamy’ na różne tematy – jakoś udaje się nam porozumieć- troszkę na migi, troszkę po rosyjsku, odrobinę po angielsku z translatorem azerskiego. Dowiadujemy się wielu ciekawostek i potwornie żałujemy, że nie znamy azerskiego. Choć trochę.

Dzieci, na początku nieśmiałe, stają się coraz bardziej śmiałe i radosne. I wyciągają ręce po Ptasie Mleczko.

Gospodarz pokazuje nam zdjęcia przysłane przez innych podróżnych. Dowiadujemy się, a raczej domyślamy  wielu ciekawych rzeczy o ludziach i życiu tam na końcu świata, o których nam opowiada. Pomimo, że byliśmy zmęczeni, to szkoda czasu, aby iść spać.  

Budzimy się po długim i cudownym śnie. Wysoko w górach śpi mi się zawsze dobrze. I dostajemy śniadanko. Śmiejemy się, że jak w gospodarstwie ekologicznym – wszystko własnego wyrobu. Jajka od ich kur, świeże mleko (a wydawało mi się, że świeże mleko jest ohydne), swój chlebek, masło, serek… No jest pysznie. I cudowna herbata z ichnimi ziółkami. Wspaniale!

Idziemy z Rulfem- to nasz gospodarz, na spacer po wiosce. Wszędzie jest mnóstwo odchodów, przestaję czuć zapachy. Odchody służą do palenia w zimie i są składowane w iście artystyczny sposób.

Trafiamy do muzeum, bo nie sposób odmówić. Trzeba mieć jakieś polskie monety- każdy wrzuca do witryny, gdzie  widać z jakich krajów są zwiedzający:) nie potrzebują księgi gości. Polskie oczywiście były!

Niedaleko od wioski, na wzgórzu znajduje się jednostka wojskowa. I w samym muzeum też widać pamiątki po walkach narodu Azerskiego – broń. I kurcze, znów nam brakuje azerskiego. Nauczcie się podstawowych słów, bo my z wizyty w muzeum wynieśliśmy zdjęcia. Naprawdę niewiele zrozumieliśmy 🙁

Idziemy na spacer w góry. Jest pięknie. Spotykamy owce i Czechów 😀 Oni też nic nie rozumieją, po angielsku dowiadujemy się, że idą za przewodnikiem, ale nie wiedzą gdzie 😀

Góry są przepiękne, wieje niemiłosiernie, a wszędzie pełno owczych bobków i wyskubana trawa. Świat owiec i pięknych widoków. Spacer jest niezwykle przyjemny. Te góry są wysokie, ale nie tak ostre, zupełnie inaczej się po nich chodzi niż po takich tylko z granią. No i owce chodzą, więc my też dajemy radę.

 

Czas ucieka, choć zostalibyśmy dłużej, by poczuć klimat jeszcze bardziej.

Wracamy do nas na obiad. Ginnara- kobieta naszego gospodarza przygotowuje przepyszne placki Qutab- z serem i szczypiorkiem. Z roztopionym masełkiem, smakują jak w niebie.

I jest nam smutno, ale już musimy wyjeżdżać.

DOJAZD

Droga do Xinaliq jest dość kręta. Za to przepiękna. Bez problemu przejedziemy normalnym samochodem osobowym, jadąc drogą jak na poniższym zdjęciu. Jest też inna, na niej mieliśmy spore trudności. I gdyby nie fakt, że poziom wody w strumyku był niski, musielibyśmy wracać.

Ale jeśli myślisz o wynajęciu większego samochodu- to go weź. Będzie po prosty łatwiej. Z Quby jeżdżą również marszrutki, organizowane też są wycieczki. Polecam samodzielny wyjazd- jest inaczej, ciekawiej i więcej niespodzianek.

O MIEJSCU I LUDZIACH

Jest to najwyżej położona wioska w Azerbejdżanie. Jest wyizolowana, leży na wzgórzu i dostęp do ‘cywilizacji’ jest ograniczony. Mają swój własny język, ale mówią również po Azersku. Czasem znają kilka słów po rosyjsku i angielsku (‘very, very good’ i’problem? no problem’)).

WARUNKI

Chusteczki mokre to konieczność. Toaleta to dziura w ziemi. Ale naprawdę przestrzegają higieny, niczym się nie zatrujesz.

NOCLEG

Jak napisałam wyżej, ja chodziłam z karteczką (poniżej) i szukałam miejsca do spania. Bardzo chciałam poczuć prawdziwy klimat tego miejsca. W nie do końca standardowy sposób. Polecam mieszkanie u Ralfa. Wystarczy zapytać (albo pokazać jego imię i nazwisko). Ktoś Was pokieruje.

W miejscowości można znaleźć dwa noclegi na bookingu. Coś jak homestay, czyli u kogoś, oraz w hotelu. Myślę, że nie należy spodziewać się nie wiadomo jakich wygód, ale jeśli chcecie mieć zarezerwowany nocleg, to jest gdzie.

JEDZENIE

Dużo o jedzeniu w Azerbejzanie znajdziecie w nowym poście. W Xinaliq to, co podają (i również dlatego warto spać u kogoś w domu, bo jesz to co mieszkańcy) jest przepyszne. Ziemniaki, kotlety, jajka, chleb, masło, qutab, ser, mleko,  zsiadłe mleko- wszystko świeże i przepyszne. Ach, i herbata z ziółkami (tam smakuje sto razy lepiej niż w Warszawie ;))

CENY

Za mieszkanie u Rulfa zapłaciliśmy 50 manatów za jedną noc wraz z wyżywieniem (2 osoby), po 5 za osobę wziął za wizytę w muzeum i oprowadzenie po wiosce, kolejne 30 (za 2 osoby) za spacer w góry.

Tak, czuję, że w pewnym momencie gdy czują pieniądze u turystów, to chcą więcej. Ale odwiedzali ich już kiedyś Szwajcarzy, więc co ja mogę powiedzieć. 😉 Podaję koszty byście mieli jakiś wyznacznik. No i targujcie się. To nie jest dużo, ale dla nich są to naprawdę bardzo duże pieniądze.

WIĘCEJ INFO

A więcej informacji o naszej podróży znajdziecie tutaj

Share Post
Inline
Inline