Plan podróży- Azerbejdżan w tydzień

W tym poście rzeczowo opowiem o naszej wycieczce do Azerbejdżanu. Jeśli planujecie, wybieracie miejsca do odwiedzenia, zapraszam. Opowiem, jakie elementy dobrze zaplanowaliśmy, które słabiej, odwiedzenie jakich miejsc było świetnym pomysłem, a które  można sobie darować.

Poniżej mapa naszej wycieczki z zaznaczonymi miejscami, które odwiedziliśmy.

Lot + pierwsza noc:

Ukrainian Airlines, z Warszawy przez Kijów. Krótka przerwa, bez żadnych problemów. Linie na standardowym bilecie serwują tylko wodę 🙂

W samolocie z Kijowa do Baku spotykamy polaka, który umila nam podróż opowieściami o swoich niezliczonych podróżach.

Przylecieliśmy po północy, w hotelu przy lotnisku zameldowaliśmy się około pierwszej (Sheraton Airport Baku). Rano śniadanie, odbiór samochodu i w drogę.

DZIEŃ 1:

Trochę nam się przeciągnęło odbieranie samochodu, wygrzebywanie z wygodnego łóżka… Ruszyliśmy w drogę około 12. Nie musieliśmy przedzierać się przez Baku, jechaliśmy jedynie obrzeżami.

Najpierw zatrzymaliśmy się na rozeznanie kitowego miejsca w Shuraabad. Jest tam malutki półwysep gdzie można popływać na kite obok krów. Dojazd jest tragicznymi drogami, jak to mówi Maciek ‘jak do dobrych spotów’. Ale trafiliśmy tu na chwilkę.

Jedziemy do Xinaliq. Dość dobra droga, rezygnujemy ze zwiedzania Quby (choć stajemy na pyszne, świeże jedzenie), by przed zmierzchem dostać się do naszej wioski.

Nawigacja nas prowadzi trochę inaczej niż Google Maps i udaje nam się zaliczyć dość ciężką drogę, w tym przejazd przez płytką wodę. Na szczęście potok prawie nie istniał, w przeciwnym razie musieli byśmy wracać. Postanawiamy od teraz ufać google’u 🙂

W godzinach wczesnowieczornych docieramy do Xinaliq. Z informacją na karteczce, oczywiście po  Azersku, że szukam pokoju, chodzę po wiosce i szukam. Pan mówi dzieciakom, by wsiadały z nami do samochodu i pokierowały nas gdzieś (nie, nic nie rozumiem w ichniejszym języku, ale tam

szybko zaczyna się rozumieć, że ruch ciała naprawdę daje dużo). Dzieci nas kierują, wysiadam z samochodu z moją magiczną karteczką. Bach! Pojawia się człowiek i jakoś szybko idzie nam umówienie się co do noclegu. Wyciąga telefon, podaje kwotę. I już.

Teraz on wsiada. Jedziemy pomiędzy domkami, parkujemy i poznajemy nasz nowy nocleg. Umawiamy się na nocleg i posiłki. Drugiego dnia dochodzi jeszcze wycieczka w góry, spacer po wiosce.

DZIEŃ 2

Wstajemy na pyszne śniadanie, jak w gospodarstwie agroturystycznym. Zwiedzamy wioskę, muzeum, próbujemy zrozumieć, co do nas mówią. W końcu idziemy na spacer w pobliskie góry. Jest pięknie.

Potem okazuje się, że pobyt w najwyżej położonej wiosce w Azerbejdżanie jest najbardziej wyraźnym wspomnieniem z całego wyjazdu (klik).

Po pysznym obiedzie (placki Quatab) musimy się zbierać. w końcu chcemy dotrzeć na drugą stronę gór.

 

Jedziemy do Shamakhi, ale gdy tam docieramy jest jeszcze wcześnie, więc stwierdzamy, że trzeba sprawdzić to super miejsce do freerideu w zimie- trafiamy do Pirkuli. W przewodniku czytam o pensjonacie Fortuna, który okazuje się być socjalistycznym ośrodkiem i warunki są dość słabe. Ale wyposażeni w dobre azerskie wino, dajemy radę. Nocujemy tutaj i wcześnie rano uciekamy dalej.

Zarówno w Shamakhi, jak i w Pirkuli (oprócz planetarium, które wieczorem jest zamknięte), nic specjalnie nie ma. Jest to miejsce, które spokojnie można ominąć podczas wycieczki.

DZIEŃ 3

Czas mamy cudowny, ale szybko mija, trafiamy do Lahich. Śliczne miasteczko. Naprawdę warte odwiedzenia. Jesteśmy tu jeszcze przed dziesiątą, wiele sklepów zamkniętych, mało turystów, świetna atmosfera. Idziemy wyżej i znajdujemy muzeum wraz z jedyną osobą, która w wiosce mówi po angielsku (tfu, mieście. pan był mocno urażony, gdy powiedziałam, że to wioska ;)). Opowiada nam troszkę o dziejach i prowadzi do cudownej knajpki.

Miejsce zdecydowanie warte odwiedzin. Podobnie jest z kolejnym- Gubala, gdzie jest stacja narciarska 😀 wjeżdżamy gondolką, oglądamy panoramę miasta, ekscytujemy się tym, co widzimy i pijemy normalną kawę (w Azerbejdżanie pije się herbatę!). Stacja wygląda dobrze, bardzo nowocześnie i już myślimy o zimowej azerskiej przygodzie 😀 

Ruszamy do Sheki. I z tego dnia podoba nam się najmniej. Nie jest źle, ale w przewodnikach jest wychwalane za bardzo. Wchodzisz do sklepu z ich wyrobami i widzisz kilka tutejszych na ścianach, a poza tym wszystko jest chińskie i tandetne. Spacerujemy, trochę się włóczymy.

Zakochujemy się w Karawanseraj, i koniecznie jeśli tu będziecie to śpijcie właśnie tutaj, jeśli będą miejsca. My jemy tu kolację i udajemy się do naszego hotelu.

DZIEŃ 4

W przeciwieństwie do dnia wcześniej, wstawanie nam nie idzie 😉 odwiedzamy jeszcze aptekę i powoli wyruszamy. Po drodze jesteśmy już pewni, że w Azerbejdżanie jest wszystko 🙂 dojeżdzamy do Mingevevir i zakochujemy się w widoku. To sztuczny zalew, który wygląda fenomenalnie.

Fantazjujemy o żeglowaniu tutaj. Kolejny powód by wrócić do Azerbejdżanu 🙂

Teraz czeka nas długa droga do Baku. Jedziemy i jedziemy. Jeszcze nie wspominałam, że spotykamy dużo krów? To spotykamy. Odrobinę mniej niż na wcześniejszych drogach, ale tutaj są na pasach rozdzielających dwa kierunki na autostradzie.

Docieramy do Qobustan i oglądamy Petroglify (klik). Pięknie zachowane, ładnie przygotowane. Do Muzeum nie wchodzimy. I zabieramy się za szukanie wulkanów błotnych. Próbujemy trzech dróg, w końcu ostatnia okazuje się właściwą. Aczkolwiek wysiadamy z samochodu za wcześnie i maszerujemy przez ponad godzinę. Za to same wulkaniki wynagradzają nam wszystko. Jest cudownie! Jak na Marsie ze ślicznymi wulkanikami. To jest naprawdę miejsce, które MUSISZ odwiedzić!

Przyjeżdzamy do Baku, dostajemy naszą miejscówkę w super klimatycznym azerskim mieszkaniu. Udajemy się na przepyszne (!) jedzenie i pierwszy spacer po nocnym Baku. Tak, robi wrażenie.

DZIEŃ 5

Cały dzień włóczymy się po Baku. Jest ciepło i ciekawie. Stara część jest niesamowicie klimatyczna (przyjemnie się również upija jedną lampką wina w gorący dzień), nowoczesna robi fenomenalne wrażenie. Potężne silne miasto. 

Nie muszę dodawać, że jemy pyszne jedzenie? Kocham jedzenie azerskie absolutnie!

DZIEŃ 6

Robimy zakupy, odpoczywamy na bulwarze, jemy. Jest miło i dobrze. Wieczorem udajemy się do hotelu na lotnisko. Sheraton posiada przemiłe SPA, z dość małym basenem, ale świetną sauną z aromaterapią. Relaksujemy się.

DZIEŃ 7

Wylatujemy o nieludzkiej porze- 5 rano, wiec na lotnisku jesteśmy po 3. Bez opóźnień ruszamy. W Kijowie jesteśmy przed 9. No prawie w Kijowie, bo na lotnisku pod Kijowem. Mamy 5 godzin, więc decydujemy się wyjść z lotniska i udać do najbliższego miasteczka. Boryspil okazuje się szary, brzydki, ale jak na nasze warunki, tani. Jemy, łazimy, robimy zakupy.

PODSUMOWANIE

Azerbejdżan jest BARDZO wart odwiedzin. Również dlatego, że jeszcze nie odkryty przez turystów. Nigdzie nie widziałam ich tak mało (ale weźcie pod uwagę, że byłam również poza sezonem, który polecam, początek maja i trafiało się 29 stopni).

Koniecznie trzeba odwiedzić Xinaliq, Baku i Qobustan (wulkany).

Dobrze jest odwiedzić Lahich i Mingevevir, może Szeki, Petrogligy w Qobustanie.

Nie polecam Shamakhi czy Pirkuli.

Jeśli jechałabym jeszcze raz, sprawdziłabym dokładnie czy jechać do Ganji, nad jezioro Lake Göygöl i na dół Azerbejdżanu, by zobaczyć pola herbaty. Poza tym, w okolicach Baku są płonące skały. Widziałam zdjęcia, czytałam i w końcu stwierdziłam, że nie chcę poświęcać na to pół dnia. Ale może ktoś uzna, że warto 🙂

To są miejsca, które pewnie chętnie bym odwiedziła, nie miałam już na to czasu. Podzielcie się informacjami, jeśli Wy byliście, w którymś z tych miejsc!

Myślę, że również piłabym więcej wina 🙂 Bo jadłabym tyle samo każdego dnia, więcej się nie da.

Warto przeczytać post na temat jedzenia, ważnych rzeczy do zrobienia przed wyjazdem, ale najlepiej to wszystkie.

Inline
Inline