W wielu miejscach przeczytałam, że będąc w Azerbejdżanie, do Lahic trzeba zajrzeć koniecznie. Tak, warto. Droga jest bardzo przyjemna. Pomiędzy skałą, a wyschniętą (pewnie sezonowo) rzeką. Samo miasteczko też jest warte uwagi 🙂

Dotarliśmy tutaj we wczesnych porannych godzinach. Pan nam pomógł zaparkować (po czym okazało się, że przy wyjeździe pobierze opłatę za parking). I poszliśmy na spacer.

Nie wszystkie sklepiki były już otwarte (a wioska wygląda tak, że wzdłuż głównej uliczki sklepiki są z każdej strony), Lahic dopiero budził się ze snu.

Szybciutko obeszliśmy wszystko, co mogliśmy, i już byliśmy blisko opuszczania miejscowości, gdy zauważyliśmy znak ‘Informacja Turystyczna’. Oczywiście poszliśmy w tym kierunku. Do informacji jako takiej nie trafiliśmy, ale trafiliśmy do Muzeum Lahic, które jest w starym meczecie. I był tam pan, który mówi po angielsku!!! Więc opowiedział nam troszeczkę o historii, eksponatach. I zaprowadził na świetny obiad.

Gdy naszemu przewodnikowi wspomniałam o tym, że w tej wiosce coś jest, powiedział mi bardzo wyraźnie, że to jest miasto i to u nich stworzono kanalizację.

Wczesny obiad zjedliśmy w knajpce ‘Riverside’. I był przepyszny! W towarzystwie miłych kotków.

Mięsko z ryżem zawinięte w listki. Pyszny chlebek. Warzywa i góra kolendry. I jeszcze ayran. Świeże i przepyszne!

Lahic jest miejscem, które warto odwiedzić. Ale nie jest miejscem koniecznym.

Ach, jadąc zastanówcie się, czy nie potrzebujecie jakiś przypraw, czy ziół. Sprzedają tutaj tego mnóstwo!

Wracając, trafiliśmy na rozłozony most nad rzeką. Ależ to było superskie!

 

Jeśli interesuje Cię Azerbejdżan, nie zapomnij przeczytać pozostałych postów klik

Share Post
Inline
Inline