MOMU, czyli pieczemy dymem

 
Pieczenie dymem w MOMU znałam już wcześniej. Wpadłam kiedyś do MOMU na kolację, którą wspominam bardzo miło.
 
Więc gdy teraz szukałam miejsca na dobre śniadanie, w mojej głowie pojawiło się MOMU i nie chciało specjalnie uciec. Kartę śniadaniową mają naprawdę interesującą! Taką niepopularną, niestandardową.  Dwie pozycje od razu przykuły nasza uwagę. I jako, że ja wszystkich zawsze namawiam do zamawiania różnych dań (‘będziemy próbować, będziemy próbować ‘), to tym razem byłam bezbronna. Z karty dziewczynom najbardziej spodobał się pstrąg z pieca: pstrąg wędrowny wędzony w naszym piecu podany na podpłomyku z makiem, liście szpinaku,burak na dymie, papryka marynowana, jajko poche, sumak, jogurt naturalny, cytryna, liście buraka,
a facetom biała od Staszka z Hali Mirowskiej biała kiełbasa wędzona w naszym piecu, chleb wileński, jajo sadzone, chrzan jeżynowy,rzeżucha, rzodkiewka, ogórek, szczypior.
 
I mimo, że inne śniadania brzmią również niezwykle kusząco, to poczekają na następny raz. Coś czuję, że nadejdzie.
 
 
Miłą opcją (dla serca i portfela) jest kawa za grosz do śniadania w weekendy. W tygodniu śniadanie do kawy za złotówkę. Jest też opcja prosecco za grosz do śniadania (i następnym razem korzystam z tej opcji właśnie). Teraz była kawa i super jest to, że jest i zbożowa, i mają też różne rodzaje mleka. Możesz przyjść i wybrać, i nikt nie narzeka. 
Koncept złotówkowego śniadania znamy już z AIOLI, ale tu podoba mi się bardziej!
 
 
Kocham śniadania, które mnie inspirują. I kocham za coś płacic, gdy widzę w tym wartość. Nic mnie bardziej nie wkurza niż zwykle jajecznica, niedbale podana za 10 zł i pyskaty kelner. Na śniadania idę dla doznań i przyjemności. I nie chodzi o czas przygotowania (bo na co dzień jem szejki, a że szpinak kupuję teraz umyty, to naprawdę trwa sekundę), ale raczej o zabawę. Ma być super, kelner ma być miły, a nie zapewnić poranny wkurw. Tu miły jest.
 
 
O śniadaniach powiedzieć chyba za dużo nie mogę. Były pozytywnym zaskoczeniem, już gdy przeglądałam w karcie, ale to zaskoczenie nie minęło. Knajpy, uczcie się! Dobre, syte, niestandardowe śniadanie. No widać, że ktoś usiadł i pomyślał. I zaproponował coś czego w Warszawie nie ma. Brawo!
 
 
Muszę jeszcze dodać, że pokochałam wystrój. I przyjdźcie tu rano, by go zobaczyć. A potem wieczorem (może kiedyś opiszę kolację, ale jak nie wiem polecam Wam whisky z dymem!). I jeszcze mają muzę na żywo. Więc to miejsce, do którego chcę wracać. A przecież wiemy, że ja … nie lubię wracać do miejsc.
No więc tu wrócę, ale to tylko dlatego, że jest wyjątkowo.
 
 
Wierzbowa 9/11, Warszawa
 

Share Post
Inline
Inline