Niezły Sajgon, czyli przepis na wietnamską przygodę: Phu Quoc

 

Dziś ostatnia część cyklu autorstwa Kamili o podróży po Wietnamie! 

Dotychczas mieliście możliwość poczytać

część I: Wskazówki praktyczne

część II: Sajgon, Hanoi, Ha Long i Sapa

część III: Wietnam centralny

A dziś: wyspa Phu Quoc!

Ostatnie dni naszej wyprawy spędziliśmy na eksploracji rajskiej, wietnamskiej wyspy Phu Quoc, na która dostaliśmy się lotami wewnętrznymi z Da Nang do Ho Chi Minh (około 117 PLN za osobę liniami VietJet Air) a następnie z Ho Chi Minh do Phu Quoc (około 180 PLN za osobę). Nie znaleźliśmy bezpośrednich lotów z Da Nang na wyspę, stąd ten kombinowany lot. Na wyspie zatrzymaliśmy się na 4 dni w hotelu Praha, który zarezerwowaliśmy przez booking.com. Hotel położony jest niedaleko ładnej plaży, a w sąsiedztwie znajduje się wypożyczalnia skuterów, sklepy spożywcze i restauracje.

Wietnam podróż plaża huśtawka Phu Quoc Ho Chi MinhWietnam plaża Phu Quoc skuterWytrzymaliśmy niecały jeden dzień leżąc na plaży i popijając mleczko ze świeżych kokosów ☺ (choć zgodnie z naszym planem miał tak wyglądać nasz cały pobyt na wyspie). Na pozostałe dni wypożyczyliśmy skutery i objechaliśmy wyspę dookoła. Ba! wypuściliśmy się nawet trochę dalej, na dzikie mini wysepki leżące na południe od Phu Quoc. Do ciekawszych miejsc na wyspie należy plaża Sao Beach uznawana za jedną z najpiękniejszych. Mimo swojej popularności w przewodnikach turystycznych była praktycznie bezludna. Zrobiliśmy tam obowiązkowe zdjęcia na samotnej huśtawce. Po drodze wstąpiliśmy do Farmy Pereł, po której spodziewaliśmy się czegoś więcej. Jest to raczej wielki sklep z wyrobami z pereł stworzony pod turystów. Co jakiś czas odbywają się pokazy wydobywania pereł z muszli, ale prezentacja w całości jest po wietnamsku i niewiele zrozumieliśmy ☺ Na wyspie jest mnóstwo farm pieprzu, które zazwyczaj nie są ogrodzone, więc można wejść i popatrzeć jak uprawia się tę roślinę. W miejscowości Duong Dong działa nocny targ, na którym można kupić głownie owoce morza, ale również owoce i warzywa, odzież, biżuterię i wietnamskie pamiątki. W niezliczonych ulicznych restauracjach wietnamscy kucharze serwują street food. W moich wspomnieniach z wyspy Phu Quoc na zawsze pozostaną obłędne zachody słońca, które podziwialiśmy każdego wieczoru i słodki smak wietnamskiej kawy ze skondensowanym mlekiem. Gdy dotarliśmy do portu położonego w południowej części wyspy od razu dostrzegli nas naganiacze, którzy zachęcali do wykupienia biletu na łódź wycieczkową w celu zwiedzenia dzikich mini wysepek.

Wietnam podróż jedzenie Phu Quoc Ho Chi MinhBogaci w poprzednie doświadczenia postanowiliśmy nie chwytać się pierwszej lepszej oferty i wybraliśmy się do punktu informacji turystycznej. Niestety, pani siedząca za biurkiem nie znała ani jednego słowa po angielsku… próbowaliśmy dogadać się z nią na migi, ale w pewnym momencie straciła do nas cierpliwość i zaczęła nas ignorować. Kilkakrotnie obeszliśmy cały port, a za nami wataha naganiaczy ze swoimi ofertami. Ostatecznie, przyparci do muru skusiliśmy się na jedną z nich.

Wietnamka recytowała formułkę: „łan person, tu handred, for ajlands, bjutiful wjuws”☺ ☺ ☺

Cena była więc kusząca, bo około 30 PLN za osobę za całodniową wycieczkę. Osłupieliśmy, gdy zaprowadziła nas do „naszej” łodzi… Wyglądała, jakby miała się zaraz rozlecieć! Nie było już jednak odwrotu i z sercem na ramieniu zapakowaliśmy się do łodzi. Nie muszę chyba wspominać, że kamizelki ratunkowe były w jeszcze bardziej opłakanym stanie. Lepiej nie wyobrażać sobie co by było, gdyby łódź się wywróciła. Na szczęście przetrwaliśmy! ☺ Oprócz nas w wyprawie uczestniczyło czworo turystów z Kambodży, którzy dosyć dobrze mówili po angielsku i czas upłynął nam w miłej atmosferze. Widoki rzeczywiście zapierały dech w piersiach, a na wysepkach można było skosztować świeżych owoców morza, również tych własnoręcznie złowionych. W przeddzień wylotu do Warszawy byliśmy z powrotem w Ho Chi Minh. Na nocleg bardzo polecam to miejsce. Widok z okna może niezbyt zachwycający, ale mieszkanie bardzo przestronne i czyste ☺

Wietnam plaża odpoczynek zachód słońca Phu Quoc Ho Chi Minh

Mając do zagospodarowania cały dzień postanowiliśmy wykupić wycieczkę do delty Mekongu. Nie jesteśmy fanami wycieczek zorganizowanych, bo wszystko odbywa się znacznie wolniej i jest mnóstwo atrakcji typowo pod turystów, ale jak na ostatni dzień w Wietnamie była to całkiem fajna rozrywka (a na pewno bezpieczniejsza niż gdybyśmy sami mieli organizować sobie czas i spóźnić się na lot powrotny do Polski). Rejs łodzią prowadził do farmy pszczół, gdzie skosztowaliśmy miodowej herbaty, a następnie do wioski, której mieszkańcy trudnią się produkcją słodkich cukierków z orzechów kokosowych (ale nie tylko, bo niektóre z nich były o smaku np. durianowo-kokosowym). Przed lunchem mieliśmy okazję posłuchać na żywo wietnamskiej muzyki, charakterystycznej dla południowej części kraju. Na koniec zaplanowano relaks na hamakach. W drodze powrotnej było nam bardzo smutno, że musimy już opuścić Wietnam – kraj, który ma tak wiele do zaoferowania, że praktycznie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zdecydowanie nasza podroż do tej części Azji była jedną z najlepszych w naszym życiu.

Wietnam jedzenie Phu Quoc Ho Chi Minh

Szczególne podziękowania należą się naszym współtowarzyszom – Iwonie i Dawidowi, którzy sprawili, że klimat tej wyprawy jest w zasadzie nie do opisania – w pozytywnym znaczeniu tych słów ☺☺

I to już koniec opowieści Kamili o Wietnamie. Podobało się Wam? Ja jestem oczarowana! Jeśli macie pytania, pytajcie! Kamila chętnie Wam odpowie i doradzi!

Jeśli przegapiliście jakiś post, wszystkie związane z tym tematem znajdziecie tutaj: WIETNAM

Share Post
Inline
Inline